Sorrki, że tak dużo
mi to zajęło. L Powstrzymywało mnie lenistwo, choroba,
lenistwo. Lenistwo i szkoła to zdecydowanie moi dwaj najwięksi wrogowie. Mam
jeszcze pytanie do doświadczonych koleżanek po fachu :P . Jak wy
,,reklamujecie” swoje blogi. Bo ja jestem czarna i mętna w tej kwestii. J
Przyłożyłam głowę
do zimnych prętów. Pamiętam jak kiedyś, w zamierzchłych czasach chciałam być
pisarką i jak chodziłam po uliczkach rodzinnego miasteczka za wszelką cenę starając się
wpaść w jakieś kłopoty, bo jak to ja sobie tłumaczyłam, aby być prawdziwą pisarką muszę pisać z własnych doświadczeń. Pamiętam też, że moją ostatnią i
pierwszą książkę przerwałam w momencie, gdy główny bohater został zamknięty w
więzieniu. Pomimo usilnych prób nie byłam wstanie dostać się za kratki. No popatrzcie!
Na co się zdały te wszystkie wybite okna u sąsiadów i herbatki Liptona udające skręty?
Wystarczyło wziąć pod swój dach pewnego debila i wszystkie moje marzenia się spełniły!!
-Hej Amare, co byś
powiedziała na jakąś grę skoro i tak już jesteśmy zamknięci?- Powiedział GD
uwodzicielskim tonem. A ja odwróciłam się powoli, wyobrażając sobie jak moja
zła energia się materializuje i zmienia w wielki czarne psy. Chłopak widząc
moją minę uśmiechnął się przepraszająco.-Oj nie przesadzaj, przecież ta
przyczepa i tak już była wiekowa, a Afika nie lubiłaś zresztą z
wzajemnością, to nawet lepiej, że jest w schronisku. – Gdy to mówił trzy
labradory wyjadały mu mózg.
- GD...Kochanie...Czy
ty, aby na pewno marz świadomość, co mówisz? Czy poprosić tego miłego oficera
żeby trochę tobą potrząsnął w ramach opieki medycznej? Przypomnij sobie, przez
kogo znaleźliśmy się w tej pożałowania godnej sytuacji!
-Przez Afika?- Zapytał
głosem niewinnym jak u pani z pod latarni na emeryturze.
Czułam na sobie wzrok GD cały czas, gdy
rozmyślałam nad swoim godnym najwyższego pożałowania życiem.
- Czy przypadkiem
nie masz dzisiaj odlotu do Korei?- Spytał, podejrzanie poważnym tonem.
- Jasne! Jeśli się
nawdycham jeszcze trochę tej farby na ścianie to faktycznie będę miała odlot,
ale nie koniecznie do Korei! Czy ty nie widzisz?! Jesteśmy za kratkami!
-Tak, ale twój
bilet nie został anulowany.- Wciąż nie zmienił tonu. Skąd on bierze ten spokój?
Nawet ja bym ze sobą nie wytrzymywała.
- No nie 2min był
gdzieś w górach bez zasięgu, ciągle niewiedzą, że z nimi nie lecę. Będą nieźle
zdziwieni jak się nie pojawię na odprawie.
-No to polecisz.- Spojrzałam
na niego, jak to mam w zwyczaju, jak na człowieka-anomalię urodzonego bez
piątej klepki. – Uciekniemy dzisiaj i to za chwilę.- Rozglądnęłam się
odruchowo, ale nikt nie mógł nas podsłuchać, bo mówiliśmy po koreańsku, a
kamery wiszące pod sufitem, przypuszczalnie od nowości nie działają, zresztą
sprawdziliśmy to robiąc szaleńcze skoki i imitując samobójstwo. Nikt nie
zareagował.- Mój plan powinien wypalić, jeśli tylko będziesz mnie słuchać.- nim
zdążyłam spytać, co to za plan. GD chwycił za kołnierzyk mojej koszuli i jednym
szarpnięciem ją rozpiął, przy okazji urywając większość guziczków. Odruchowo
zasłoniłam się dłonią. Na co chłopak posłał mi ironiczny uśmieszek jawnie
mówiący, że za bardzo, co zasłaniać to nie mam.
A potem chwycił mnie w tali, przyciągnął do siebie i wyszeptał do ucha,
-Za chwile masz się
zacząć bronić, a jak już będziesz na zewnątrz walnij strażnika czymś ciężkim w
tył głowy, zabierz mu klucze i mnie uwolnij. Ok?
I wtedy mnie
pocałował, dosłownie zmiażdżył moje usta swoimi. Przez chwilę stałam jak
wmurowana a potem, odruchowo, odpowiedziałam. Znam człowieka, który wielokrotnie
naraził się na śmierć, bo ma odruch oddychania pod wodą i wstrzymywania
powietrza na powierzchni, w porównaniu z nim jestem na bezpieczniejszej pozycji
z odruchem całowania przystojnych Azjatów. Chyba. Nim zdążyłam zarzucić mu ręce
na szyje chłopak odsunął się i spojrzał na mnie z dość głupkowatą miną.
-Maiłaś krzyczeć-
powiedział. No to się wydarłam ile sił w płucach. GD chwycił mnie za głowę i
zaczął targać włosy. Przyciągnął znowu
do siebie, ale tym razem nie pozwoliłby nasze usta się zetknęły tylko kręcił
głową kilka centymetrów od mojej twarzy imitując pocałunek. A ja zaczęłam
młócić rękami w powietrzu imitując sprzeciw.
-Co tu się
wyrabia!- Krzyknął tłustawy oficer i zaczął szarpać się z kratami celi tuż obok
naszych głów.
-Tu są drzwi, a pan
trzyma do nich klucz- podpowiedział mu uprzejmie GD odsuwając się ode mnie.
Oficer wkroczył do
naszej przytulnej klatki podciągając spodnie i wyciągnął mnie na zewnątrz znów
zamykając drzwi.
-Jeszcze ci się
odechce młode panny obłapywać- powiedział grążąc GD tłustym od kurczaczków KFC
paluchem. I w tym momencie roztrzaskałam na jego głowie kubek.
Jeszcze żadna
kobieta nie wydała mi się tak piękna jak Amare w tym momencie, gdy stała z
odłamanym uszkiem kubka nad nieprzytomnym policjantem. Włosy miała zmierzwione,
koszule rozpiętą tak, że ukazywała jej stanik w malinki, policzki zaróżowione a
oczy błyszczące. Schyliła się i wyjęła klucz z ręki oficera i otworzyła mi
drzwi bez słowa. Szczerze mówiąc nie byłem pewny, co do tej części planu.
Obawiałam się, że gdy tylko się wydostanie to żuci się do ucieczki zupełnie o
mnie zapominając, ale z drugiej strony nie spodziewałem się też, że odpowie mi
na pocałunek. Ta dziewczyna jest zdecydowanie dziwna.
- Myślisz, że nic
mu nie będzie?- Spytała spoglądając z poczuciem winny na nieprzytomnego
mężczyznę. Prychnąłem w duchu. No jasne mu to współczuje, a jak mnie kopie, co
chwile w łydki to jakoś winna się nie czuje.
- Ani ty ani kubek
nie jesteście na tyle silni by wyrządzić mu krzywdę.- Powiedziałem, chwyciłem
ją za rękę i zacząłem biec. Dokładnie pamiętałem trasę, którą mamy uciekać, bo
jak nas prowadzili i jak musiałem mieć wypady do kibelka, uważnie przyglądałem
się rozmieszczeniu kamer i innym szczegółom.
- Zresztą i tak
przypuszczalnie molestował więcej dziewczyn niż ty wżyciu zobaczyłaś.- Rzuciłem
przez ramię skręcając w kolejny korytarz.
-Przecież tego nie
wiesz!- Krzyknęła walcząc z lekką zadyszką.
- Ty też.
-Ale nie można
oceniać ludzi na podstawie wyglądu albo własnych złudzeń
I kto to mówi, ona
jakoś bez przerwy to robi w stosunku do mnie. Wtem na końcu korytarza ujrzałem
policjantów. Błyskawicznie zasłoniłem usta Amare ręką i przycisnąłem ją do
ściany osłaniającej od strażników. Byliśmy bardzo blisko, znowu, czułem jej oddech
i czułem jej zapach. Po tym, co się stało w celi wolałem nie patrzeć jej w
oczy, ta dziewczyna jest groźniejsza niż myślałem. Amare wymamrotała coś pod
moja ręką. Coś, co brzmiało jak,, zabieraj łapę” w odpowiedzi przycisnąłem ją
mocniej od muru. I wtedy splunęłam mi na rękę. Zabrałem ją z obrzydzeniem i o
tarłem o ścianę. Cofam nie odwołalnie wszystko, co o niej myślałem w przeciągu
ostatnich dwudziestu minut, albo lepiej w przeciągu ostatnich pięciu dni jak
siedzieliśmy zamknięci razem. To jest skrajna idiotka pozbawiona choćby krztyny
wdzięku.
- Masz szczęście,
że policjanci już poszli.- Powiedziałem zmuszając się by panować nad głosem.
-No nie wiem,
patrząc na mój ubiór i to, że zakrywałeś mi usta dłonią to raczej ty masz szczęście,
bo gdyby nas zobaczyli to bez dwóch zdań by cię przyskrzynili, a mnie puścili
wolno z ciepłą herbatką, tabletkami uspakajanymi i testem ciążowym. – Powiedziała
i poszła przed siebie dumnie zadzierając nos. Mówiłem idiotka. Nawet nie wie do
kąt idzie.
Nie wiem, jakim cudem
udało nam się wyjść z komisariatu, Amare kompletnie się nie kryła brakował
tylko żeby zaczęła robić pajacyki na środku komendy.
Na rowerach
miejskich pojechaliśmy do campera po paszporty i rzeczy na zmianę, modląc się,
aby go nie przestawili i nie było tam policji. Któryś z bardzo wielu dostępnych
bogów wysłuchał naszej prośby i był on tylko ogrodzony taśmą. Z siedliśmy z
rowerów, a Amare poprawiła węzeł, który zrobiła na środku brzucha, dzięki temu
jej koszula trzymała się trochę bardziej kupy.
- Zostaw to, szybko
się przebierzesz, weźmiemy podstawowe rzeczy i się zmywamy.- Pokiwała potulnie
głową, ruszając w stronę campera i nie przestając poprawiać koszuli. Szczerze
mówiąc to dzisiejsza ucieczka była pierwszym razem jak posłuchała tego, co
mówię. Uśmiechnąłem się pod nosem, w końcu zaczynam ją temperować. Chwyciłem
torbę i wpakowałem do niej wszystkie swoje rzeczy, po dłuższej chwili
dziewczyna też była już gotowa. Rowerami pojechaliśmy na najbliższy przystanek
autobusowy.
Po dwóch godzinach
drogi dotarliśmy na port lotniczy Atlanta - Hartsfield-Jackson, dzięki
bogu miałam jeszcze dwadzieścia minut do odprawy, odebrałam od GD moją pakowaną
w ekstremalnym pospiechu walizkę, którą z jakiegoś powodu postanowił szarmancko
za mnie ponieść. Naprawdę nie wiem, co się z nim dziś dzieje, jeszcze trochę a pomyśle,
że tak naprawdę jest mężczyzną a nie tlenioną wiewiórką balkonową. Zobaczyłam w
tłumie czekającym na odprawę rudą głowę Taemina i się uśmiechnęłam. Machnęłam
ręką w stronę GD.
-No dzięki za wszystko, miło było poznać i w ogóle.-Powiedziałam,
a on nic tylko się na mnie gapi. Chyba nie liczy na żadne rzewne pożegnanie?
Prychnęłam, jego nie doczekanie!-To ja spadam.
I poszłam do przodu, a on za mną. Przyspieszyłam i on też,
postąpiłam krok w bok i on też, zrobiłam piruet i spojrzał na mnie jak na
idiotkę. Praktycznie biegiem dopadłam Taemina i Minho. I oczywiście zaczęli na
zmianę przytulać mnie i gadać jeden przez drugiego jak to się martwili i denerwowali
i że słyszeli plotki itd. Gdy Taemin po raz piaty powtórzył że był gotów złożyć
ofiarę z pierwszej napotkanej dziewicy byle by tylko dobry los mi sprzyjał
podszedł do nas GD. Co mnie przeraziło reakcja chłopaków w stosunku do niego
była podobna, pomijając ten fragment z przytulaniem.
-Ymm, co ty tu jeszcze robisz?- Zapytałam siląc się na
uprzejmość mając w pamięci wspólnie spędzone trudne chwile.
-Leci z nami- odparł za niego Minho.
-Co?! Ale, ale nieee....to są nasze wakacje...nasza wielka
wycieczka- powiedziałam żałośnie czując jak zaciska mi się pętla na szyi.
-No właśnie- powiedział Taemin posyłając mi szeroki uśmiech-
to będą niezapomniane wakacje.
-Bez wątpienia- powiedział GD, co zabrzmiało jak najgorsza
groźba. Poczułam jak pętla się zacisnęła.